moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

Siła partnerstwa

Wojska pancerne i artyleria, lotnicy, specjaliści od logistyki, a nawet marynarze – w Polsce stacjonuje na stałe już ponad 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Eksperci nie mają wątpliwości: to realna siła, która studzi zapędy Rosji. Na ich obecności korzysta też bezpośrednio polska armia.

Data, która przejdzie do historii. 15 grudnia 2023 roku w Redzikowie nieopodal Słupska został uruchomiony ostatni z komponentów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Instalacja, której budowa trwała blisko siedem lat, zdążyła już obrosnąć legendą. – To ważny krok zwiększający bezpieczeństwo Polski i NATO – nie ma wątpliwości Andrew Michta, ekspert do spraw bezpieczeństwa z think tanku Atlantic Council.

Oficjalna nazwa bazy brzmi Naval Support Facility Redzikowo. Zawiaduje nią amerykańska marynarka wojenna. Sercem kompleksu jest system Aegis BMD Ashore, który składa się m.in. z radaru dalekiego rozpoznania, wyrzutni Mk 41 VLS i pocisków przechwytujących RIM 161 SM-3 Block IIA, zdolnych strącać rakiety balistyczne przeciwnika na dystansie setek kilometrów. Bliźniaczą instalację Amerykanie umieścili w Rumunii. Do tego dochodzi radar wczesnego ostrzegania w Turcji oraz wyposażone w system Aegis niszczyciele klasy Arleigh Burke, które stacjonują w hiszpańskiej bazie Rota.

REKLAMA

Tarcza, jak tłumaczy chor. Vianni Otterson z 6 Floty USA, pomoże chronić państwa NATO przed potencjalnymi zagrożeniami spoza regionu euroatlantyckiego. Przede wszystkim chodzi tutaj o Bliski Wschód – na pozór odległy i żyjący własnymi problemami, w praktyce jednak na wiele sposobów z Europą powiązany. Wystarczy wspomnieć Iran, który, wysyłając Rosji broń, pośrednio zaangażował się w wojnę w Ukrainie. – W najbliższych miesiącach marynarka wojenna będzie wprowadzać w Aegis Ashore w Polsce dodatkowe ulepszenia. W lipcu 2024 roku przekażemy instalację pod dowództwo NATO – zapowiada kadm. Douglas L. Williams, pełniący obowiązki dyrektor amerykańskiej Agencji Obrony Przeciwrakietowej. Tymczasem NSF Redzikowo to zaledwie jedna z cegiełek w rozbudowanym systemie odstraszania, który stworzony został w Polsce za sprawą obecności wojsk USA.

Potęga odstraszania

Czołgiści, lotnicy, artylerzyści, żołnierze piechoty zmechanizowanej, specjaliści od logistyki – w sumie w Polsce stacjonuje już ponad 10 tys. amerykańskich żołnierzy. – Liczniejsze kontyngenty Amerykanie mają zaledwie w kilku państwach świata: Japonii, Korei Południowej, Niemczech. Mniej więcej tyle samo żołnierzy służy w katarskim Al Udeid, największej bazie USA na Bliskim Wschodzie. Wyliczenia te jasno wskazują, że dla Stanów Zjednoczonych Polska stała się jednym z najbardziej newralgicznych punktów na mapie świata – podkreśla dr Grzegorz Gil z Katedry Bezpieczeństwa Międzynarodowego Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Amerykańska obecność nad Wisłą to efekt zarówno dwustronnych umów pomiędzy Polską i USA, jak też pochodna inicjatyw realizowanych w ramach NATO. Przykładem pierwszego z rozwiązań jest właśnie NSF Redzikowo, ale nie tylko. Zanim budowa instalacji na dobre się rozkręciła, do Polski ściągnęła Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa (Armored Brigade Combat Team – ABCT). Pododdziały liczące 3,5 tys. żołnierzy, wyposażone m.in. w 87 czołgów Abrams, 144 bojowe wozy piechoty Bradley i 18 samobieżnych haubic Paladin zostały rozlokowane w Żaganiu, Skwierzynie, Bolesławcu, Świętoszowie, Drawsku Pomorskim oraz Toruniu. Bezpośredniego wsparcia wojskom pancernym miała udzielać Brygada Lotnictwa Bojowego, która trafiła do Powidza. W tamtejszej bazie wylądowały śmigłowce Black Hawk, Apache, Chinook...

Był rok 2017. Trzy lata wcześniej Rosjanie bezprawnie zaanektowali Krym, wkrótce też rozpętali wojnę na wschodzie Ukrainy. Działania Kremla wzbudziły niepokój w środkowej Europie. NATO postanowiło działać. W 2016 roku przywódcy państw członkowskich spotkali się w Warszawie. Podczas szczytu Amerykanie zobowiązali się wzmocnić swoimi wojskami wschodnią granicę Sojuszu. Wkrótce ruszyła operacja „Atlantic Resolve”, wpisująca się w Europejską Inicjatywę Odstraszania (European Deterrence Initiative). Szybko jednak stało się jasne, że to początek długiej drogi. Rosjanie coraz bardziej zaostrzali antyzachodnią retorykę. Z czasem przestali ukrywać, że ich faktycznym celem jest zniszczenie postzimnowojennego systemu bezpieczeństwa. Liczba żołnierzy ze Stanów Zjednoczonych na wschodniej flance sukcesywnie więc rosła. Mało tego, Amerykanie zaczęli budować w Polsce regularne struktury dowodzenia.

Latem 2020 roku w Poznaniu rozpoczęło działalność wysunięte dowództwo świeżo reaktywowanego V Korpusu US Army z główną siedzibą w Fort Knox. Pełni ono nadzór i koordynuje działania amerykańskich wojsk lądowych w Europie. To właśnie jemu podlegają wspomniane wcześniej Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa i Brygada Lotnictwa Bojowego. – Pełną gotowość operacyjną osiągnęliśmy w listopadzie 2021 roku, na krótko przed atakiem Rosji na Ukrainę. Przez większość 2022 roku znacząca część dowództwa korpusu stacjonowała w Europie, aby pokazać sojusznikom nasze wsparcie, powstrzymać dalszą rosyjską agresję, a gdyby odstraszanie zawiodło, bronić każdego centymetra terytorium NATO – wspomina gen. broni John Kolasheski, dowódca V Korpusu. Na szczęście takiej potrzeby nie było. Rosjanie nie zdołali opanować Ukrainy, a sama wojna toczy się z dala od granic Sojuszu. Zagrożenie jednak nie minęło. – Nieustannie szkolimy się z naszymi europejskimi odpowiednikami. Chcemy podnosić gotowość bojową i realizować wspomnianą politykę odstraszania. Staramy się budować interoperacyjność, a zarazem pomagać w rozwijaniu potencjału naszych partnerów – podkreśla gen. Kolasheski. Nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że od samego początku funkcję zastępcy dowódcy korpusu pełnił polski oficer – najpierw gen. broni Adam Joks, a obecnie gen. dyw. Maciej Jabłoński. Tymczasem Amerykanie nie zwalniają tempa. Jak dodaje gen. Kolasheski, w ciągu najbliższych dwóch lat jednostki podlegające V Korpusowi powinny wziąć udział w ponad 100 ćwiczeniach na terenie całej Europy. Kilka z nich odbędzie się w Polsce. – Będziemy też rozbudowywali kadry oraz infrastrukturę naszego wysuniętego dowództwa w Poznaniu – zapowiada gen. Kolasheski.

Od marca 2023 roku w tym mieście działa już stały garnizon US Army (amerykańskich wojsk lądowych). Stacjonuje w miejscu nazwanym Camp Kościuszko. To pierwsza tego typu placówka w Polsce i ósma w Europie. Zajmuje się logistycznym wsparciem amerykańskich baz, które powstały nad Wisłą. Innymi słowy, kadra garnizonu dba o zakwaterowanie i zaopatrzenie żołnierzy, troszczy się też o zajmowane przez nich obiekty. I naprawdę ma co robić, bo takich baz jest już u nas kilkanaście. W Powidzu, poza kwaterą główną lotnictwa wojsk lądowych USA w Europie, rozmieszczony został Batalion Wsparcia Bojowego (Combat Sustainment Support Battalion – CSSB). Jego misja polega na obsłudze wojsk operacyjnych – dostarcza amunicję, przeprowadza naprawy sprzętu, kontroluje ruch wojskowych kolumn. W tamtejszym kompleksie wyrastają także potężny magazyn środków bojowych dla ABCT oraz nowe zaplecze dla lotników. Inwestycje wynikają z polsko-amerykańskiej umowy o współpracy obronnej (Enhanced Defense Cooperation Agreement – EDCA). Z kolei w zachodniopomorskim Mirosławcu kilka lat temu znaleźli przystań żołnierze z 52 Ekspedycyjnej Grupy Operacyjnej amerykańskich sił powietrznych. Przywieźli ze sobą legendarne drony MQ-9 Reaper. Wiosną 2019 roku grupa osiągnęła pełną gotowość operacyjną. Reapery prowadzą teraz misje rozpoznawcze na wschodniej flance NATO

Podobne przykłady można by mnożyć. A sam fakt, że do obsługi amerykańskich baz powołany został regularny garnizon, potraktować można jako zapowiedź – US Army rozgościła się w Polsce na dłużej.

Szukanie wspólnego języka

O współpracy z Amerykanami naprawdę wiele mogą powiedzieć żołnierze 11 Lubuskiej Dywizji Kawalerii Pancernej. To właśnie w jej garnizonach rozmieszczone zostały pododdziały ABCT. Wojskowi z obydwu państw brali udział w wielu wspólnych przedsięwzięciach, w tym dużych międzynarodowych ćwiczeniach. Ostatnio podczas manewrów „Saber Junction” w niemieckim ośrodku Hohenfels, gdzie sztabowcy z Polski dowodzili wielonarodową dywizją, którą współtworzyli właśnie przedstawiciele US Army.

I tu znów powraca odmieniane przez wszystkie przypadki słowo „interoperacyjność”. – Powoli zaczynamy mówić tym samym językiem. I wcale nie mam na myśli angielskiego, choć oczywiście nasi żołnierze potrafią się nim posługiwać. Chodzi mi przede wszystkim o język procedur. Nasze wojska stają się kompatybilne – podkreśla gen. bryg. Piotr Fajkowski, dowódca 11 DKPanc. – Wypracowaliśmy mechanizmy, dzięki którym mogę na takich samych zasadach współdziałać z 5 Korpusem US Army i formowanym właśnie 2 Korpusem Polskim, a schodząc szczebel niżej – z obydwoma amerykańskimi dywizjami, które na zasadach rotacji wysyłają do Polski swoje komponenty, i pozostałymi dywizjami Wojska Polskiego. Co więcej, na zagrożenie jesteśmy w stanie skutecznie odpowiedzieć praktycznie z marszu. W krótkim czasie osiągamy gotowość bojową i wkraczamy do walki. Przerzut wojsk z zachodniej Europy i USA, który oczywiście w razie potrzeby nastąpi, będzie oznaczał już tylko wzmocnienie naszego potencjału – zaznacza gen. Fajkowski.

Tymczasem wspomniana kompatybilność nie sprowadza się tylko do wspólnych procedur. Polska armia jest konsekwentnie dozbrajana, a nowy sprzęt w dużej mierze pochodzi właśnie ze Stanów Zjednoczonych. – Konsekwentnie pracujemy nad tym, by pomóc jej w integracji nowych systemów: czołgów M1 Abrams, wyrzutni HIMARS i śmigłowców szturmowych AH-64 Apache – wylicza gen. Kolasheski. Polscy żołnierze przechodzą kompleksowe szkolenia pod okiem instruktorów zza oceanu. Duża część z nich to dawni żołnierze US Army, którzy doświadczenie gromadzili nierzadko przez kilka dekad. Tak działa choćby Akademia Abrams uruchomiona w Biedrusku pod Poznaniem. Amerykanie szkolą zarówno techników, którzy w niedalekiej przyszłości będą obsługiwać nowe czołgi, jak też same załogi. – Mamy też Abrams Apprenticeship Program, który pozwala polskim żołnierzom poznać proces planowania operacji dla jednostek pancernych, które składają się z Abramsów – podkreśla gen. Kolasheski i dodaje: Nasze partnerstwo z Polakami nigdy nie było silniejsze.

Do pewnego stopnia zostało ono przetestowane w początkach 2022 roku, kiedy to Rosja zaczęła gromadzić wojska przy granicy z Ukrainą, a jednocześnie mnożyć żądania pod adresem Zachodu. Jedno z nich dotyczyło wycofania sił NATO z państw, które w szeregi Sojuszu wstąpiły po 1997 roku. Gdyby do tego doszło, sojusznicze oddziały zniknęłyby m.in. z Polski. Odpowiedź była krótka: „nie ma mowy”. Pod Rzeszowem zaczęły lądować kolejne samoloty wypełnione żołnierzami elitarnych jednostek US Army – 82 Dywizji Powietrznodesantowej i 101 Dywizji Powietrznodesantowej. Łącznie dotarło ich niemal 5 tys. Wkrótce też w okolicach Rzeszowa pojawiły się baterie amerykańskich Patriotów, które wzmocniły ochronę przestrzeni powietrznej nad Polską. Samo lotnisko przerodziło się w potężny międzynarodowy hub. Do dziś jest tam gromadzona i wysyłana dalej pomoc wojskowa oraz humanitarna dla walczącej Ukrainy.

Ramie w ramię

Na tym jednak nie koniec. Amerykańska obecność w Polsce bardzo często splata się bowiem z inicjatywami NATO. Najlepszym przykładem jest tutaj Batalionowa Grupa Bojowa (BGB) rozlokowana w Bemowie Piskim – nieopodal tzw. przesmyku suwalskiego, czyli jednego z najbardziej newralgicznych punktów na terytorium Sojuszu. To miejsce, gdzie dystans pomiędzy granicą Białorusi a rosyjskim obwodem królewieckim jest najkrótszy.

BGB stanowi element enhanced Forward Presence, czyli wysuniętej obecności na wschodniej flance Sojuszu. Decyzja o utworzeniu czterech grup – w Polsce, na Litwie, Łotwie oraz w Estonii – zapadła podczas natowskiego szczytu w Warszawie. Kolejne cztery zostały powołane w Bułgarii, Rumunii, na Węgrzech i Słowacji jako wynik ustaleń nadzwyczajnego szczytu NATO w Brukseli, który zebrał się krótko po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Znajdująca się w Polsce grupa liczy blisko 2 tys. żołnierzy. Znaczącą ich większość stanowią Amerykanie, którym towarzyszą Brytyjczycy, Rumuni i Chorwaci. Do współpracy z sojusznikami wyznaczona została 15 Giżycka Brygada Zmechanizowana. Zagraniczni żołnierze stacjonują na Mazurach na zasadzie rotacji. Dysponują znaczącym potencjałem. Kolejne amerykańskie zmiany korzystały m.in. ze Strykerów wyposażonych w zestawy artyleryjskie MGS oraz karabiny maszynowe, czołgów Abrams i transporterów Bradley. Zgromadzone na wschodniej flance wojska regularnie ćwiczą na poligonach, ale też poza nimi. Biorą na przykład udział w „Bull Run”, kiedy to w trybie alarmowym opuszczają jednostki i zajmują pozycje w Dolinie Rospudy.

Amerykanie bardzo aktywnie angażują się również w sojuszniczą misję NATO Air Shielding. Została ona zapoczątkowana kilka miesięcy po wybuchu wojny w Ukrainie. Wyrosła bezpośrednio z misji Air Policing. Kluczowe decyzje w tej sprawie zapadły w czerwcu 2022 roku, podczas szczytu w Madrycie. Sojusz zdecydował się wzmocnić lotniczą ochronę wschodniej flanki. Efekt – w polskich bazach wylądowały dodatkowe samoloty. W Łasku na przykład dyżury zaczęły pełnić amerykańskie F-22 Raptor, F-15 czy F-16. Maszyny z USA pojawiały się nad Polską już wcześniej – kiedy konflikt wokół Ukrainy narastał i gdy Władimir Putin dał sygnał do inwazji. – Wówczas wraz z sojusznikami pełniliśmy dyżury w powietrzu. Samolotom bojowym towarzyszyły amerykańskie tankowce, z których paliwo uzupełniali także nasi piloci – wspomina gen. dyw. Ireneusz Nowak, inspektor sił powietrznych w Dowództwie Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych. Teraz dyżury przeniosły się na ziemię. – Przez ostatnie miesiące pilotom wielokrotnie zdarzało się jednak podrywać maszyny w trybie alarmowym – przyznaje generał. Dzieje się tak w przypadku każdego podejrzanego lotu – na przykład wtedy, gdy do przestrzeni powietrznej państwa zbliża się samolot z wyłączonym transponderem albo kiedy jego pilot unika kontaktu z kontrolerami ruchu lotniczego. W ramach Air Shielding piloci wykonują też loty patrolowe nad Polską i państwami bałtyckimi. – To swoista projekcja siły, a także wyraz jedności i pokaz gotowości Sojuszu – podkreśla inspektor sił powietrznych.

Ale obecność sił powietrznych USA w Polsce jest znacznie dłuższa niż historia wojny w Ukrainie. Jej początki sięgają 2011 roku, kiedy to obydwa państwa podpisały umowę dotyczącą Aviation Detachment. Niebawem do bazy w Łasku przybył niewielki kontyngent żołnierzy, którzy zajęli się przygotowywaniem kolejnych wspólnych ćwiczeń lotników polskich i amerykańskich. W ramach AvDet na przemian ćwiczyli piloci F-16 oraz załogi transportowych Herculesów. Przyniosło nam to mnóstwo korzyści – przyznaje gen. Nowak. Dało na przykład impuls, jeśli chodzi o rozwój infrastruktury. W Łasku przedłużony został pas startowy, pojawił się też dodatkowy system ILS, dzięki czemu możliwe stało się bezpieczne lądowanie na obydwu kierunkach. Polscy piloci zadzierzgnęli z Amerykanami znajomości, a nierzadko przyjaźnie. – Budowa takich relacji na pewno pomaga we wspólnej służbie, tworzy zaufanie, wzmacnia dobry wizerunek naszego wojska wśród sojuszników – przekonuje gen. Nowak. – Najważniejsze jednak, że od lat możemy działać ramię w ramię z najlepszymi. W dziedzinie lotnictwa bojowego Amerykanie mają ogromne doświadczenie, latali na różnych szerokościach geograficznych, w bardzo różnych warunkach, wypracowali najwyższe standardy operacyjne, wyznaczają trendy, jeśli chodzi o taktykę. Warto ich podpatrywać, warto mieć ich po swojej stronie – podsumowuje inspektor.

Amerykanie na długo

Kiedy w 2014 roku Rosja uderzyła w integralność terytorialną Ukrainy, przywódcy NATO skupili uwagę na wschodniej flance Sojuszu. Znaczenie Polski zaczęło rosnąć. – Obecnie jesteśmy zwornikiem bezpieczeństwa dla środkowo-wschodniej części Europy. To właśnie przez nasze terytorium biegną szlaki zaopatrzeniowe do Ukrainy i państw bałtyckich – przypomina prof. Jarosław Gryz, politolog z Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Jednocześnie Polska stała się krajem frontowym. Państwem jak mało które narażonym na wszelkiego rodzaju zagrożenia – od ataków hybrydowych po otwartą agresję. – Rosja sonduje możliwości, kalkuluje ryzyko. Obecność amerykańskich wojsk z pewnością wpływa na nią mitygująco. Każda bowiem zakończona porażką akcja militarna mogłaby stanowić dla niej poważny wizerunkowy cios – przyznaje prof. Gryz. Jego zdaniem 10-tysięczny kontyngent wojsk amerykańskich to znacząca siła. – Nie chodzi nawet o jego liczebność. Ważniejsza jest przewaga technologiczna, którą Amerykanie mają nad potencjalnym przeciwnikiem. Do tego dochodzą doświadczenia zebrane podczas konfliktów zbrojnych, w których brali udział, i wynikająca stąd umiejętność zarządzania polem walki – podkreśla naukowiec. Ale amerykańska obecność ma też wymiar symboliczny. – Mówiąc kolokwialnie, Rosjanie mają świadomość, że do Amerykanów się nie strzela, bo to może uruchomić największą militarną machinę świata i doprowadzić do katastrofalnych skutków – podkreśla dr Grzegorz Gil z UMCS-u.

Pozostaje pytanie, jak na obecną sytuację wpłynie ewentualna zmiana warty w Białym Domu. Sondaże przed wyborami w USA wskazują na razie, że Donald Trump ma nieznaczną przewagę nad Joe Bidenem. Wielu ekspertów obawia się, że w razie zwycięstwa Trump potraktuje Europę i NATO z większym dystansem niż obecnie urzędujący prezydent. Prof. Gryz nie chce spekulować. Przyznaje jednak, że ten rok w pewnym sensie może być dla świata niebezpieczny. – Rosja nie rezygnuje ze swoich zamiarów, a nadrzędnym celem, i to od zakończenia II wojny światowej, jest dla niej wypchnięcie Stanów Zjednoczonych z Europy. Swoje wpływy chcą rozszerzać także Chiny. Jeśli w USA faktycznie dojdzie do zmiany władzy, nowa administracja będzie potrzebowała czasu na przejęcie obowiązków. Powstanie pewna luka, którą Rosjanie i Chińczycy postarają się zapewne wykorzystać – podkreśla naukowiec. Tymczasem dr Gil powątpiewa, by Amerykanie, niezależnie od politycznych rozstrzygnięć w wyborach, znacząco zredukowali liczbę wojsk na Starym Kontynencie. – Możemy oczywiście obserwować wahnięcie w dół, ale nie sądzę, żeby było ono duże. Nie w sytuacji, kiedy Rosja nie rezygnuje z zajęcia Ukrainy i podejścia pod granice państw NATO. Europa, w tym Polska, to dla Amerykanów zbyt ważny kierunek, by mieli się z niego wycofać – podsumowuje.

Przez ostatnie lata obecność amerykańskich wojsk w Polsce konsekwentnie rosła. Dziś stanowią one jeden z filarów regionalnego systemu bezpieczeństwa. I chyba trudno sobie wyobrazić tę część kontynentu bez nich.

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: US Army, Tomasz Mielczarek - 7 BOW, 18 DZ, Michał Niwicz

dodaj komentarz

komentarze


Cyberprzestrzeń na pierwszej linii
 
Strategiczna rywalizacja. Związek Sowiecki/ Rosja a NATO
Kolejne FlyEle dla wojska
Front przy biurku
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Aleksandra Mirosław – znów była najszybsza!
Systemy obrony powietrznej dla Ukrainy
Barwy walki
Sandhurst: końcowe odliczanie
Zmiany w dodatkach stażowych
Gen. Kukuła: Trwa przegląd procedur bezpieczeństwa dotyczących szkolenia
Przygotowania czas zacząć
25 lat w NATO – serwis specjalny
Żołnierze-sportowcy CWZS-u z medalami w trzech broniach
Przełajowcy z Czarnej Dywizji najlepsi w crossie
Jakie wyzwania czekają wojskową służbę zdrowia?
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Znamy zwycięzców „EkstraKLASY Wojskowej”
Święto stołecznego garnizonu
Tusk i Szmyhal: Mamy wspólne wartości
Wojna w Ukrainie oczami medyków
W Brukseli o wsparciu dla Ukrainy
Polscy żołnierze stacjonujący w Libanie są bezpieczni
Wojskowy bój o medale w czterech dyscyplinach
Charge of Dragon
Więcej pieniędzy dla żołnierzy TSW
Puchar księżniczki Zofii dla żeglarza CWZS-u
Zachować właściwą kolejność działań
Morska Jednostka Rakietowa w Rumunii
SOR w Legionowie
W Italii, za wolność waszą i naszą
Koreańska firma planuje inwestycje w Polsce
Wojna w świętym mieście, epilog
Polak kandydatem na stanowisko szefa Komitetu Wojskowego UE
NATO na północnym szlaku
Operacja „Synteza”, czyli bomby nad Policami
Żołnierze ewakuują Polaków rannych w Gruzji
Sprawa katyńska à la española
Kosiniak-Kamysz o zakupach koreańskiego uzbrojenia
Strażacy ruszają do akcji
Wojna w świętym mieście, część trzecia
NATO zwiększy pomoc dla Ukrainy
Na straży wschodniej flanki NATO
Active shooter, czyli warsztaty w WCKMed
Wojna na detale
W Rumunii powstanie największa europejska baza NATO
Kadisz za bohaterów
NATO on Northern Track
Szarża „Dragona”
Wojna w świętym mieście, część druga
Ramię w ramię z aliantami
Bezpieczeństwo ważniejsze dla młodych niż rozrywka
Ustawa o obronie ojczyzny – pytania i odpowiedzi
Szpej na miarę potrzeb
Czerwone maki: Monte Cassino na dużym ekranie
Głos z katyńskich mogił
Morze Czarne pod rakietowym parasolem
Rozpoznać, strzelić, zniknąć

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Agencja Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO