moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
Kim przekracza granice

Wojna trwała trzy lata, pochłonęła przeszło dwa miliony ofiar i nie przyniosła żadnych militarnych ani politycznych rozstrzygnięć. Dziś mija 70. rocznica wybuchu wojny na Półwyspie Koreańskim. Był to pierwszy w dziejach konflikt, w którym wojska USA wraz z sojusznikami stanęły naprzeciw sił komunistycznych.


25 czerwca 1950 roku, o godzinie 9.30 rano, przywódca Korei Północnej Kim Ir Sen zasiadł w Pjongjangu przed radiowym mikrofonem, by wygłosić oświadczenie. „Marionetkowa klika południowokoreańska odrzuciła wszelkie propozycje pokojowego zjednoczenia, które przedstawiła Ludowo-Demokratyczna Republika Korei i dopuściła się zbrojnej agresji (…). Ludowo-Demokratyczna Republika Korei wydała rozkaz kontrataku, by odeprzeć napastnika. Marionetkowa klika południowokoreańska poniesie odpowiedzialność za przyszły rozwój wypadków” – popłynęło w eter. W komunikacie, stworzonym według żelaznych wzorców partyjnej nowomowy, roiło się od półprawd i przeinaczeń. Jedno z wypowiedzianych wówczas kłamstw zdecydowanie przyćmiło jednak wszystkie inne. Wbrew temu co mówił Kim, to nie Korea Południowa była agresorem. Kilka godzin wcześniej jego wojska, nieprowokowane przez nikogo, przekroczyły 38 równoleżnik i zadały potężny cios armii Południa, która w kolejnych dniach będzie się cofać, podejmując bezładne próby oporu. Tak właśnie rozpoczęło się pierwsze zbrojne starcie czasów zimnej wojny.

 

REKLAMA

Korea: wieki zależności

Koniec II wojny światowej miał przynieść Korei niepodległość. Wcześniej państwo przez wieki było uzależnione od Chin, kiedy zaś potężny sąsiad zaczął pogrążać się w kryzysie, stało się polem rywalizacji między Rosją a Japonią. Z rozgrywki tej zwycięsko wyszli Japończycy. Najpierw pobili Rosjan pod Cuszimą, a potem wysłali wojska na Półwysep Koreański. W listopadzie 1905 roku Korea stała się japońskim protektoratem, przez następne lata doświadczając licznych upokorzeń i zbrodni.

Tymczasem w listopadzie 1943 roku uczestnicy konferencji kairskiej, Winston Churchill, Franklin D. Roosvelt oraz chiński marszałek Czang Kaj-szek, zgodnie zapewnili, że już wkrótce dla Koreańczyków nastaną lepsze dni. Japońska armia rzeczywiście znalazła się w odwrocie, ale przyszłość okazała się daleko bardziej skomplikowana, niż wieszczyli zachodni przywódcy i ich sojusznicy.

W sierpniu 1945 roku na Półwysep Koreański wkroczyli Sowieci, którzy otrzymali silne wsparcie od partyzantki Kim Ir Sena. Zaniepokojeni komunistyczną dominacją Amerykanie postanowili działać. Dobę po zrzuceniu bomby atomowej na Nagasaki uznali, że i oni muszą wziąć udział w zajmowaniu Korei. Pospiesznie przerzucili swoje wojska na półwysep i zaczęli negocjować z Moskwą, by wstrzymała nieco marsz Armii Czerwonej. Ostatecznie Kreml na to przystał. Sowieci i Amerykanie spotkali się na 38 równoleżniku, który przecinał półwysep niemal równo w połowie.

Wówczas jeszcze obydwie strony były zgodne, że o przyszłości Korei powinny rozstrzygnąć powszechne wybory. Z każdym miesiącem jednak rozdźwięk pomiędzy USA i ZSRR narastał. Różnice jeszcze wyraźniej dostrzegalne były wśród samych Koreańczyków. Na północy swoje porządki zaczęli wprowadzać komuniści Kima, którzy traktowali Amerykanów jak okupantów. Z kolei na południu pod skrzydłami USA powstał rząd nacjonalistów pod wodzą Li Syng Mana. Obydwie strony coraz brutalniej prześladowały swoich politycznych oponentów, obydwie też nawoływały do zjednoczenia kraju pod swoją władzą. Patowej sytuacji nie udało się rozwiązać. Latem 1948 roku powstały dwa odrębne koreańskie państwa. Wkrótce też na mocy uchwały Zgromadzenia Ogólnego ONZ półwysep opuściła Armia Czerwona i większość wojsk amerykańskich. Na 38 równoleżniku zaczęły się mnożyć prowokacje. Mało kto jednak przypuszczał, że niebawem przerodzą się one w otwartą wojnę.

Wyjście z worka

Kim parł do inwazji. Wiedział jednak, że nie może uderzyć bez błogosławieństwa swoich protektorów. Tymczasem Stalin długo pozostawał wobec jego pomysłów sceptyczny. Obawiał się otwartej konfrontacji z USA, ponieważ nie dysponował jeszcze bronią jądrową. Zapał Kima studził także Mao Zedong, który cały czas jeszcze miał na głowie wojnę domową z wojskami Czang Kai-szeka. Sytuacja zaczęła się zmieniać w drugiej połowie 1949 roku. W sierpniu Sowieci przeprowadzili pierwszy udany test bomby atomowej, Mao zagarnął władzę w Chinach, w Korei Południowej zaś pozostało zaledwie 500 amerykańskich żołnierzy. Komunistów dodatkowo zachęciła postawa Białego Domu. – Ówczesne władze USA otwarcie ignorowały znaczenie Półwyspu Koreańskiego. W marcu 1949 roku gen. Douglas MacArthur, głównodowodzący siłami amerykańskimi na Dalekim Wschodzie, uznał, że leży on poza linią obrony Stanów Zjednoczonych. Z kolei w styczniu 1950 roku sekretarz stanu Deach Acheson oświadczył, że terytorium Korei nie zalicza się do strefy amerykańskich interesów – wyjaśnia dr Oskar Pietrewicz, ekspert od spraw koreańskich z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. W efekcie wiosną 1950 roku Stalin pozwolił Kimowi zaatakować Koreę Południową. Zapewnił mu dostawy broni i wyposażenia, zastrzegł jednak, że Armia Czerwona sama nie ruszy do boju. W razie kłopotów mieli mu pomóc Chińczycy.


Odzyskanie Seulu przez wojska ONZ. Fot. Wikipedia

Wojna wybuchła w czerwcu i początkowo przebiegała pod znakiem tryumfalnego marszu oddziałów Koreańskiej Armii Ludowej, która dysponowała m.in. pokaźną liczbą sowieckich czołgów T-34. Miała też dwieście bojowych samolotów Ił-10 i Jak-9. „Ponieważ liczącą 135 tysięcy ludzi armię Kim Ir Sena powołano już w lutym 1948 roku, był czas, aby przerobić ją na mocno zideologizowane i dobrze wyposażone wojsko” – podkreśla Max Hastings, brytyjski historyk, korespondent wojenny i autor książki „Wojna koreańska”. Znacząca część oddziałów KRLD składała się z weteranów walk partyzanckich przeciwko Japonii oraz ochotników, którzy dopiero co wrócili z wojny domowej w Chinach. Armia Południa mogła im przeciwstawić 95 tysięcy żołnierzy piechoty, niemal całkowicie pozbawionych wsparcia lotnictwa. „Latem 1950 roku jedna trzecia jej pojazdów wojskowych była unieruchomiona z powodu awarii. Brakowało części zamiennych. Zapasów amunicji starczyłoby tylko na sześć dni” – wylicza Hastings. Mało tego. Jak zauważa historyk, „25 czerwca zaledwie jedna trzecia armii Li Syng Mana rozlokowana była bezpośrednio na linii ataku komunistów. Podobnie jak administracja cywilna, armia koreańska była skorumpowana, zdecentralizowana i kompletnie pozbawiona motywacji do walki, tak wyraźnie widocznej w formacjach komunistycznych”.

Kilkadziesiąt godzin po komunistycznej agresji głos zabrała Rada Bezpieczeństwa ONZ. Pod nieobecność delegata ZSRR potępiła ona Koreę Północną, wezwała Kim Ir Sena do wycofania wojsk za 38 równoleżnik i przegłosowała powołanie sił pokojowych, które miały przywrócić na półwyspie status quo sprzed agresji. Zanim jednak przystąpiły one do walki, Amerykanie zdążyli przerzucić na półwysep 24 Dywizję Piechoty, która wcześniej stacjonowała w Japonii. Na próżno. Amerykańscy żołnierze pełnili wcześniej funkcję okupacyjnych sił porządkowych. Byli zbyt słabo uzbrojeni, by przeciwstawić się oddziałom Kima. A to nie wszystko. „Sposób prowadzenia wojny przez komunistów w Korei nawet lepiej wyszkolone amerykańskie pułki wytrącał z równowagi i demoralizował – zauważa Hastings. – Często zdarzało się, że ku pozycjom amerykańskim sunął tłum uchodźców, których w ostatniej chwili odsuwano na bok, odsłaniając ukrywającą się wśród nich północnokoreańską piechotę. Nawet weterani walk z Japończykami podczas II wojny światowej byli wstrząśnięci, widząc północnokoreańskie szarże „ludzkiej fali”, wprost na lufy karabinów (…). Komuniści nie uznawali żadnych reguł prowadzenia wojny – nagminnie rzucali do walki żołnierzy w cywilnych ubraniach albo udawali, że się poddają, by w ostatniej chwili zaatakować. Ale Amerykanów i w Korei, i w Stanach Zjednoczonych najbardziej przerażało to, że komuniści nie brali jeńców”.

W początkach września 1950 roku wojska Kima przejęły kontrolę nad niemal całym półwyspem. Wojska Korei Południowej i USA zostały zamknięte na niewielkim cypelku w pobliżu miasta Pusan, tzw. worku pusańskim. I kiedy wydawało się, że ich dni są policzone, nastąpił cud.

Milczący rozejm

15 września 1950 roku w okolicach miasta Inczon nastąpił desant amerykańskich wojsk kierowanych przez gen. MacArthura, który został głównodowodzącym sił ONZ. Obok Amerykanów w Korei wylądowali żołnierze z kilkunastu innych państw, między innymi Wielkiej Brytanii, Kanady, Turcji, Holandii, Kolumbii czy Etiopii. Zdołali się oni wedrzeć w głąb lądu. Wkrótce ruszyło także kontruderzenie spod Pusan. Komuniści znaleźli się w odwrocie. Wojska koalicji w krótkim czasie nie tylko oswobodziły terytorium Korei Południowej, ale zdołały przekroczyć 38 równoleżnik, zająć Pjongjang, po czym dotrzeć aż nad rzekę Yalu, gdzie przebiegała granica pomiędzy Koreą Północną a Chinami. Wtedy jednak sytuacja raz jeszcze zmieniła się niczym w kalejdoskopie.

W książce Hastingsa opowiada o tym szer. Carl Simon z kompanii G wchodzącej w skład 8 Pułku Kawalerii armii USA. Na przełomie października i listopada 1950 roku wspólnie ze swoim oddziałem zajmował on pozycje na koreańsko-chińskim pograniczu. „Gdy zapadła cisza, usłyszeli strzały, trąbki sygnałowe i krzyki. Towarzyszący im Koreańczycy nie potrafili rozpoznać języka, lecz powiedzieli, że musi to być chiński. Gdy z mroku wypadła na Amerykanów fala wrzeszczących napastników, nie stawili poważniejszego oporu”. Simon wspominał: „Na pozycji zapanowała zbiorowa histeria. Każdy myślał tylko o sobie. Strzelanina była straszna, zewsząd dochodziły wrzaski Chińczyków. Nie wiedziałem dokąd iść. W końcu pobiegłem razem ze wszystkimi. Biegliśmy, póki odgłos trąbek nie ucichł”.

W tych dniach na Amerykanów wprost zza rzeki Yalu runęła 200-tysięczna armia Chińskich Ochotników Ludowych, złożona przede wszystkim z zaprawionych w bojach weteranów wojny przeciwko Czang Kaj-szekowi. W ten sposób Mao wywiązywał się z danej Kimowi obietnicy, ale też próbował zdusić w zarodku niebezpieczeństwo związane z „okrążaniem Chin”. Wrogowie byli już na Formozie, czyli dzisiejszym Tajwanie. A teraz obsadzili kolejną granicę...


Desant pod Inczonem. Fot. Wikipedia

Przez następne miesiące „ludowi ochotnicy” wlewali się na półwysep szerokim strumieniem. Łącznie w wojnie koreańskiej miało wziąć udział nawet półtora miliona Chińczyków. Amerykanie oraz ich sojusznicy ponownie zostali zepchnięci do głębokiej defensywy. Wkrótce to ich komuniści wyrzucili za 38 równoleżnik, gen. MacArthur zaś zaczął przebąkiwać o potrzebie sięgnięcia po naprawdę radykalne środki. – Był zwolennikiem wykorzystania broni atomowej. Co prawda zaprzeczył temu przed komisją Senatu, ale po latach ukazał się wywiad, w którym przyznał, że do całkowitego zwycięstwa w wojnie koreańskiej USA powinny były zrzucić bomby na cele w Mandżurii – wyjaśnia dr Pietrewicz. – Zarówno Pentagon, jak i Departament Stanu podchodziły do tego pomysłu wstrzemięźliwie. Obawiały się wojny z Chinami na pełną skalę, wejścia do walk ZSRR i związanych z tym konsekwencji politycznych – dodaje. Taki scenariusz przyprawiał o dreszcze również amerykańskich sojuszników, przede wszystkim Wielką Brytanię, która snuła ponure wizje atomowego konfliktu w Europie. Ostatecznie prezydent USA Harry Truman postawił na deeskalację. MacArthur w roli dowodzącego siłami w Korei został zastąpiony przez gen. Matthew Ridgwaya. Wkrótce też siły antykomunistycznej koalicji zdołały opanować sytuację na froncie. Walki zaczęły toczyć się pomiędzy 38 równoleżnikiem i położonej nieco na północ od niego linii zwanej przez Amerykanów „Kansas-Wyoming”. Z czasem obydwie strony zaczynają rozumieć, że wojna może się jeszcze toczyć długo, ale one wiele na niej już nie ugrają.

W lipcu 1951 roku ruszają pierwsze rozmowy o rozejmie. Toczą się w kontrolowanym przez komunistów mieście Kaesong. „Uzgodniono, że strona ONZ przyleci na obrady pod białą flagą, która dla Zachodu symbolizowała rozejm – pisze Hastings. „Niebawem okazało się, że komuniści przedstawiają światu ten symbol jako oznakę kapitulacji. Delegacja (…) stwierdziła, że przy stole konferencyjnym usadzono ich na niższych krzesłach niż przedstawicieli komunistycznych. Każde przemówienie, które wygłaszali delegaci Chin czy Korei Północnej, naszpikowane było sloganami propagandowymi”. 10 sierpnia, jak zauważa historyk, negocjacje osiągnęły punkt krytyczny. Wówczas to „obie delegacje przez dwie godziny i jedenaście minut wpatrywały się w siebie w absolutnym milczeniu”. Kością niezgody pozostawało miejsce, w którym należy wyznaczyć linię demarkacyjną. Wojna trwała jeszcze przez dwa lata. Ostatecznie strony doszły do porozumienia dopiero 27 lipca w Panmundżomie. Hastings pisze: „Punktualnie o godzinie 10 obie delegacje weszły do budynku z przeciwnych stron (…). Bez najmniejszego słowa czy gestu (…) oficjele załatwili formalności przy akompaniamencie dochodzącego z oddali huku armat. O godzinie 10.12 było po wszystkim. Nadal bez słowa dwaj wojskowi podnieśli się i wyszli osobnymi drzwiami. Sprawa dobiegła końca”.

Świat wrócił do stanu sprzed wybuchu wojny. Na mapie pozostały dwa państwa koreańskie z granicą na 38 równoleżniku. Wokół niego wytyczona została strefa zmilitaryzowana. Trwające trzy lata walki kosztowały życie blisko miliona koreańskich żołnierzy, zarówno tych z południa, jak i północy oraz miliona cywilów. Zginęło też około 400 tysięcy Chińczyków, blisko 36 tysięcy Amerykanów oraz przeszło trzy tysiące żołnierzy innych narodowości.

Wojna po wojnie

Rozejm nie oznaczał pokoju. – Dwie dekady po wojnie naznaczone były ogromnym antagonizmem pomiędzy obydwoma państwami koreańskimi. Druga połowa lat 60. to regularne starcia przygraniczne – podkreśla dr Pietrewicz. Dopiero na początku kolejnej dekady kraje podjęły próbę normalizacji stosunków. – Wpływ na to miała sytuacja międzynarodowa: dialog USA–ChRL i niepewność Korei Południowej co do przyszłego zaangażowania USA na Półwyspie, w tym gwarancji sojuszniczych – tłumaczy ekspert PISM. Pierwsze rozmowy odbyły się w 1971 roku za pośrednictwem Czerwonego Krzyża. Niewiele jednak dały. – Potem mieliśmy następujące na przemian okresy zbliżenia i agresji, by wspomnieć serię północnokoreańskich zamachów z lat 80. – zaznacza dr Pietrewicz. Pewien przełom, jak zauważa, przyniosły dopiero lata 90. W 1991 roku obydwa państwa podpisały porozumienie w sprawie pojednania, nieagresji, wymiany i współpracy, co otwierało drogę do regularnych kontaktów na poziomie politycznym, ekonomicznym i kulturalnym. Dziewięć lat później w Pjogjangu doszło do pierwszego w historii spotkania przywódców Północy i Południa. – W świetle obecnej sytuacji widać jednak, że gesty te nie przełożyły się, jak dotąd, na trwałe ocieplenie relacji – przyznaje ekspert. KRLD znów demonstruje niechęć do dialogu z Koreą Południową. Co przyniesie przyszłość? – W mojej ocenie najbardziej prawdopodobne jest dalsze współistnienie obydwu państw koreańskich. Hasła zjednoczeniowe będą się oczywiście pojawiać, jednak państwa mogą się skupić co najwyżej na wypracowaniu modelu pokojowej koegzystencji. Liberalizacja rządów na Północy w rozumieniu demokratyzacji jest nierealna. Nie ma podstaw, aby tak twierdzić z uwagi na brak tam jakiejkolwiek opozycji i społeczeństwa obywatelskiego. Ale nie można wykluczyć reform, przede wszystkim w wymiarze gospodarczym, które dostosują północnokoreański reżim do obecnych uwarunkować – podsumowuje dr Pietrewicz.

Pisząc tekst korzystałem z książek Maksa Hastingsa, Wojna koreańska,, Wrocław 2010 oraz Roberta Kłosowicza, Inczon-Seul 1950, Warszawa 2005

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: Wikipedia

dodaj komentarz

komentarze


Online z mistrzami sportu
 
W MON o polsko-słowackiej współpracy
Baretki Orderu Krzyża Wojskowego
Oficer jak biała karta...
Polskie F-16 w ćwiczeniach „Ramstein Alloy 20”
Kawalerzyści na Jeziorze Solińskim
Wojsko przeciw wirusowi
Komitet Wojskowy NATO o pandemii
Powstaje Szkoła Podoficerska Logistyki
Na misjach święta inne niż zwykle
Zbiegowie z innego świata
Poćwicz z mistrzami sportu wojskowego!
Pełne wynagrodzenie za kwarantannę
Krwawy Wołyń
16 sekund Liberatora
Żołnierze w sztafecie pomocy
Więcej pieniędzy dla żołnierzy na misjach
Minister Błaszczak dziękuje medykom
Na WAT o cyberbezpieczeństwie
PGZ będzie obecna na MSPO
Kolejne Groty dla wojska
Ogromne zainteresowanie Soną
10 mln zł na zapomogi dla żołnierzy
Amerykanie zredukują swój kontyngent w Niemczech
Ułańska szarża
Most do współpracy
Laserowa artyleria US Army
Miesiąc izolacji żołnierzy „Irini”
Orzeczenia lekarskie żołnierzy będą ważne dłużej
F-16 z Krzesin przebazowane do Łasku
Zostań w domu i czytaj „Polskę Zbrojną”
Szef MON w Żelaznej Dywizji
Brawurowe zagony motorowe
Groty z granatnikiem
Powstaną kolejne strzelnice
Ochotnicy na ratunek
Współzawodnictwo rozwija
Czarna taktyka w kawalerii powietrznej
Rakiety z Mesko w F-35
„Defender” – pracowity poligon saperów
„Wojownik Niezłomny” wśród terytorialsów
Polskie porty bardziej otwarte
Lotnicy uratowali Wielką Brytanię
F-16 kończą misję w Estonii
Mały Katyń pod Augustowem
„Karakal ’20”: wyzwanie w Nowej Dębie
Na WF-ie dokładniej ocenią wytrzymałość żołnierzy
Kawalerowie Orderu Krzyża Wojskowego, wystąp!
Kraby w Bolesławcu
Poćwicz online z siedmioma sportsmenkami
Prezydent Duda jedzie do USA
Wzmacnianie sojuszu polsko-amerykańskiego
Amerykanie odmładzają F-16
Pięcioro laureatów sportowego plebiscytu „Polski Zbrojnej”
Rosyjskie zagrożenie w kosmosie
Ofensywa Tuchaczewskiego
Wojsko ma ofertę dla cywili
Prezydent Andrzej Duda w Białym Domu
Przysięga podkarpackich terytorialsów
Szkolenie wodne podhalańczyków
MON dofinansuje mural o Bitwie Warszawskiej
Weterani znów staną na macie

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO